
For English version of this post, visit my Substack (it may or may not be quite the same).
Jeszcze trochę na kanwie poprzedniego wpisu o akademickiej produktywności, bo Zof Łapniewska (jedna ze współautorek naszego rozdziału w książce Intellectuals in XXI Century) przypomniała, że właśnie wyszła w papierowej formie:
“Obfitość” jest czymś, co najczęściej jest w oczywistej sprzeczności z “produktywnością”. Kiedy w Biotopie Lechnica mamy sezon owocowania jagody kamczackej albo starej odmiany papierówek, to owoców jest tyle, że nie jesteśmy w stanie wyczerpać tego stanu ani my sami (ludzie stacjonujący akurat w Biotopie), ani wspólnie z więcej-niż-ludzkimi mieszkancami (szczególnie paszkoty bardzo się starają, ale starcza też dla ślimaków i mrówek). Ten rodzaj obfitości jest wynikiem wielu splątań, a o części z nich nie do końca wiemy, czym są i jak działają.
Praca z ziemią/roślinami rozgrywa się w nieco innym porządku niż akademickie procesy i procedury, w innym porządku niż pisanie akademickie. Do pewnego stopnia także w strefie odmiennej od działań artystycznych. Splątania są nader namacalne i to ma znaczenie. Praca rękami ze splątaniami korzeni pokrzywy i perzu, z formami i typami mikoryzy, z czasem mozolnym i długotrwałym przenikaniem wilgoci w głębsze warstwy, z rozpadem czasu geologicznego (czasu głębokiego), który rozpada się pod palcami, z nagle odkrywanym w gęstej trawie siedliskiem mrówek albo młodym paszkotem, który dopiero co opuścił gniazdo i nie całkiem potrafi jeszcze latać – tego nie da się zrobić nie dotykając, nie gniotąc, nie krusząc, nie eliminując, nie przywracając. Tego się nie da robić bezkosztowo, w poczuciu sytuacji idealnej, w której nie zdarza się utrata życia. Dziesiątki mikrodecyzji przy wycinaniu zeschniętych części, które muszą dać miejsce temu, co przyjdzie; decyzje, których stawki są zawsze chwilowe, choć mniej czy bardziej wymierne dla nas-i-dla-innych, bo w tych splątaniach rozgraniczenia nie zawsze są jasne, z z czasem stają się jeszcze bardziej ambiwalentne i przejściowe. Przy odpowiedniej dozie uważności na jakość i dobrostan generatywnych splątań (trochę się wzdragam przed nazywaniem ich systemem, nie z obawy przed systemowością, tylko z nieufności do tego, jak pewne działania językowe zagnieżdzają się w szerszym kontekście) zaczyna się rodzić obfitość, najpierw z wolna, ledwo dostrzegalna, trochę później zauważam pierwsze dojrzałe owoce, a po pewnej chwili obfitość wybucha nagle z całą mocą, nie ma w niej nic subtelnego, nie ma w niej nic na pokaz, nic udawanego, nic nie jest zatrzymane na później, wszystko nieodwołalnie jest tu i teraz, do zjedzenia lub przetworzenia, do jak najlepszego wykorzystania w dziesiątkach gestów wdzięczności. Generatywność/obfitość/wdzięczność – wątki tego splotu zawsze biegną tu razem, nie do oddzielenia.
Praca z Z(z)iemią wyklucza zachłanność i skąpstwo. Ogród jest po to, żeby się dzielić. Im więcej się zrywa, tym więcej się dostaje (rzecz jasna, w odpowiednim czasie) i w gruncie rzeczy nie ma znaczenia prawo własności, bo tu nie ma “własności”.
Biotop Lechnica zawsze miał być tym miejscem, gdzie uczymy się od Z(z)iemi i w rozlicznych z nią splotach. Właściwie nie uczymy tutaj nikogo ani permakultury, ani projektowania, ani rozpoznawania roślin, ani perspektyw humanistyki środowiskowej, ani perspektywy ekomedialnej, ani słuchania usytuowanego. Otwieramy tylko możliwość popróbowania tego innego uczenia (się), eksplorowania w kontakcie i w splotach, i sprawdzenia, jakie są stawki, konsekwencje i rezonanse naszych drobnych i większych decyzji. Wszystkie włączają nas w tę gęstą tkankę i wszystkie z niej wynikają – dlatego program staży od ubiegłego roku nazywa się Exploratorium i świetnym wstępem do niego było uczestnictwo w projekcie Karoliny Sobeckiej Thinking with Heat, który Karolina realizowała z Centrum Sztuki Współczesnej w Gdańsku w ramach projektu Studiotopia 2.
Program stażowy na ten rok jest już wypełniony, ale będą kolejne sezony. Nie wiem, czy w tym roku skończę pisać książkę, która pisze się w tych wszystkich splątaniach.
Przypuszczalnie wyłonię w publicznych odsłonach parę projektów równie pogranicznych, jak to wszystko tutaj: w splotach teorii i działań dźwiękowych. Najbliższy zaczyna się za tydzień podczas Nine Days of Green w Kopenhadze, później – w lipcu i wrześniu – w Krakowie, w ramach projektu re:elementarz. Stay tuned. Te projekty zawsze są do pewnego stopnia ‘work in progress’, w stanie wyłaniania się ze splotów, które je produkują. Od lat z mniej czy bardziej udanym skutkiem próbuję łączyć te różne obszary mojego funkcjonowania i wreszcie mnie olśniło: idee i ich ekspresje po prostu przepływają przez te obszary, zmieniając odpowiednio formy; morfując stosownie do okoliczności, ramy kontekstowej, momentu w czasie.
For English version of this post, visit my Substack (it may or may not be quite the same).